Wojna nie jest tu dekoracją – realnie wpływa na relacje i działania bohaterów. Andriej nie jest antagonistą z gatunku. To samotny, pijany chłopak, który chce się ożenić i wierzy w propagandowy przekaz. Ginie od jednego pchnięcia, przez przypadek. Przemoc, przed którą obie bohaterki uciekały, nie dopada ich jako kulminacja, tylko jako wypadek przy pracy.
W filmie nie daję Ewie i Nataszy rozgrzeszenia. Sabotaż na kolei i tak się wydarza, sprawcy pozostają na wolności, a ich prywatny akt sprawiedliwości nie zmienia niczego poza nimi samymi. Ewa dostaje wystawę. Natasza wraca na swoją wojnę. Na ścianie berlińskiej galerii wisi zdjęcie zbrodni, w której Ewa brała udział, i nikt poza nią o tym nie wie. Kurator mówi jej wtedy, że sztuka rzadko daje katharsis, którego szukamy. To jest zdanie, z którym chcę wypuścić widza z kina – zamiast ulgi.